KOBRA, jakiej nie znacie

Drukuj
Utworzono: 20 grudzień 2012 Odsłony: 2941

Pomysł na kobrę czyli na grupę skupiającą Kobiety O Bardzo Rozległych Aspiracjach powstał w mojej głowie ponad rok temu, po obejrzeniu filmu „Rozważni i romantyczni…”, opowiadającego o osobach spotykających się raz na miesiąc po to, aby porozmawiać o przeczytanej wspólnie książce Jane Austen.  Bohaterowie filmu czytali po kolei wszystkie książki tej autorki. Tak naprawdę literatura była tylko punktem wyjścia do rozmów o życiu, wartościach i relacjach międzyludzkich.

 

Okazało się, że dla nich wszystkich był to czas na odkrywanie siebie i bardziej dogłębne spojrzenie na innych. Wtedy pomyślałam sobie, że także w mojej wsi, w której jest w tej chwili więcej napływowych, nieznających się mieszkańców, jest to dobry sposób na spotkanie osób podobnie myślących. Organizowane przez nas festyny, pikniki, akcje wspólnego sprzątania, grille i kuligi nie sprzyjają nawiązywaniu bliższych relacji, choć dają szansę poznania się i poczucie dobrze spędzonego czasu. Pomyślałam, że jeżeli kilkanaście kobiet z naszej miejscowości będzie miało szansę nawiązania bliższych relacji, to spowoduje to także bliższe kontakty na pozostałych platformach: męskiej i dziecięcej.

Na naszej stronie internetowej www.opypy.com.pl dałam ogłoszenie mniej więcej takiej treści: Rozpoczynamy cykl comiesięcznych spotkań książkowego klubu dyskusyjnego KOBRA ( Kobiety O Bardzo Rozległych Aspiracjach). Serdecznie zapraszamy kobiety, które mimo obowiązków  zawodowych, rodzinnych i społecznych znajdują chwile na własny rozwój intelektualny oraz są w stanie raz w miesiącu przeczytać ciekawą książkę i spotkać się z innymi, by porozmawiać o życiu, małżeństwie, rodzinie, dzieciach, relacjach z innymi. Punktem wyjścia będzie dla nas zawsze przeczytana w danym miesiącu lektura, którą co miesiąc poleci i poprowadzi spotkanie inna z Pań. Będzie to dla nas czas  na poznanie ciekawych ludzi, którzy mieszkają w okolicy, chcą od życia więcej i więcej mogą dać.

Po takim anonsie zgłosiły się do mnie nie tylko moje przyjaciółki i znajome, ale nawet jeden pan, który nieustannie próbuje mnie przekonać, że spełnia wymagane kryteria. Wprawdzie nie jest kobietą, ale pragnie być kobrą. Pierwsze spotkania prowadziła obecna sołtyska Opyp Maja Winiarska-Czajkowska (menager, coach, trener osobowości), która wybrała książkę J. Cleese & R. Skynner pt: „Żyć w rodzinie i przetrwać”. Na początku zawarłyśmy kontrakt zakładający podstawowe zasady naszych spotkań: dyskrecja, otwartość, możliwość wyrażania emocji; przyjęłyśmy także zasadę, że mimo czasami dość dużych różnic wiekowych między nami, wszystkie mówimy sobie po imieniu. Książka była analizowana na kilku spotkaniach, uświadomiła nam wiele, pozwoliła zrozumieć podświadome przyczyny naszych działań. Udało nam się też osiągnąć bardzo miłą atmosferę i poczucie swobody wypowiedzi. Dużo się śmiejemy, mamy dystans do siebie samych. Niestety, nie udaje nam się spotykać tak często jak planowałyśmy i spotykamy się za każdym razem w innym składzie i w innym miejscu. Po kilku spotkaniach nastąpiła naturalna selekcja, zrezygnowała z bywania u nas feministka, która stwierdziła, że to nie dla niej, bo za dużo gadamy o dzieciach (ona ich nie ma) i jesteśmy monotematyczne. Początkowo spotykałyśmy się w osiedlowej bibliotece w mieście (nie mamy świetlicy wiejskiej), ale pani dyrektor  powiedziała, że myślała o innej formie współpracy.

Potem wyszło na jaw, że wystraszyła się kilku wypowiedzi krytycznych wobec lokalnej władzy samorządowej, której ona zawdzięcza pracę i środki na rozwój biblioteki. Doceniamy jej troskę o grupę ludzi, za których  odpowiada i życzymy dalszych sukcesów w podnoszeniu czytelnictwa. My szykujemy się właśnie do analizy „Księżycowej doliny” Jacka Londona – chyba najlepszą reklamą tej książki będzie komentarz wpisany na www.biblionetka.pl dotyczący tej właśnie lektury: „warto powrócić do niej raz jeszcze, ale najbardziej zazdroszczę tym, którzy czytają ją po raz pierwszy”.

Moderatorką najbliższego spotkania będę ja, długo zastanawiałam się, jaką książkę wybrać i mam nadzieję, że dobrze zdecydowałam. Mamy na stronie naszego sołectwa zakładkę: kultura i integracja / kobra; tam można znaleźć więcej informacji o nas. Oprócz tego zwołujemy się mailowo. Trzymajcie za nas kciuki, bo nie widziałyśmy się dość dawno, a zapowiedziało się wiele nowych kobiet.

Spotkania zainicjowane przez nas są doskonałą formą bliższego poznania nowych ludzi, których połączył wybór tego samego miejsca do życia, w naszym przypadku wsi Opypy. Nie łudźmy się, że dzięki temu zintegrujemy całą wieś, ale kilkanaście osób podobnie myślących może być wspaniałym zaczynem do działania w różnych dziedzinach oraz cudownym twórczym zapleczem dla sołtyski z ambicjami i pomysłami na lepsze jutro sołectwa.

Zachęcam panie sołtyski (zauważyłam, że jest nas coraz więcej); zmieńmy „sympatyczny” wizerunek sołtysa: faceta z wąsami, w walonkach i widłami w garści, na bardziej nowoczesny: kobiety w szpilkach i z laptopem pod pachą. À propos – podczas naszych zebrań wiejskich na stole prezydialnym stoją trzy komputery: sołtyski, protokolantki i pana Piotra obsługującego projektor oraz ekran. I ważne! nie jest to sprzęt przywieziony przez obsługę z urzędu, tylko nasz osobisty! O! zapomniałam, po otrzymaniu nagrody wojewody w konkursie na najaktywniejsze sołectwo Mazowsza mamy projektor i ekran sołecki.

Ale o tym napiszę może następnym razem. PS. Dałam ten artykuł do przeczytania mojej mamie, która uświadomiła mi, że w naszej wsi już były kobry, tylko wtedy nazywały się Kołem Gospodyń Wiejskich… święta prawda! A może obecne KGW nie tylko na Mazowszu do swoich działań włączyłyby też spotkania tego typu jak nasze?!

Grażyna Jałgos-Dębska

Autorka była sołtyską wsi Opypy

w latach 2003–2011. Obecnie –

członkini Rady Sołeckiej i wiceprezes Stowarzyszenia